Tag: post-apo

Pamiętniki z wakacji

przez , 31.lip.2014, w To tylko życie

Wróciłam z wakacji, na bloga, do rzeczywistości i wiele innych powrotów mogłabym opisać. Życie przewróciło mi się do góry nogami ale nie chcę pisać o smutach. Napiszę o wakacjach. Pojechałam po długiej przerwie na Konwent post-apo. największy taki konwent w Polsce czyli OLD TOWN.Wielu ludzi pamiętało o mnie czego się nie spodziewałam. Larp był zajebisty. Pracowałam w Fabularnej Izbie Wytrzeźwień i Szpitalu Lekarzy Bez Granic. Byłam specjalistą od zatruć i nałogów ale dziewczyny często korzystały z mojego doświadczenia z realu więc jak to określił Mozart robiłam dobry klimat co mnie bardzo ucieszyło. Poza tym były karawany do dziczy, walki z Mutantami, nocne ataki na miasto,Dronki patrolujące niebo choć czasem im odbijało szczególnie po wizycie Rona Fapullusa. Zapomniałabym o Billu który ze mną był.Okazał się bardzo przydatnym stworzeniem bo nie czułam się samotnie nocą w namiocie. Bill zdobył serca wielu z ludzi miał nawet swój identyfikator i „akredytację”.Wrócił szczęśliwie ze mną do domu i teraz mieszka na komodzie. Bill jest malutki a przejechał Polskę od południa na północ i z powrotem więc jest chyba pierwszą myszką która podróżowała koleją :)razem tego będzie jakieś 1700 km. Teraz sobie trochę popracuję a za dwa tygodnie jadę na Zakonki do niejakich Miłocic Małych tym razem bez Billa na chyba że Jamajka zabierze Pepera Bojownika to Bill pojedzie też nie może być gorszy od niebieskiej rybki:)

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Reportarz z pierwszej lini

przez , 05.wrz.2011, w To tylko życie

Wróciłam z Konwentu już ponad tydzień temu i szczerze brakuje mi adrenaliny. Czuję głód wrażeń, jednym słowem było zajebiście.
Dzień I :Przywitał nas widok zrujnowanej starej fabryki, powybijane okna, właściwie to szkielety budynków żywcem wyjęte z Fallouta. Rozbicie obozu trwało krótko, po prostu zaparkowałam mojego „Krążownika Szos” w pobliżu Toyki żeby nie musieć w nocy za daleko chodzić. Rozpoznanie terenu rozpoczęłam od pozaglądania w dziury na niższym poziomie lokacji i wyszukanie miejsca na odpoczynek. Znalazłyśmy z Gackiem starą kanapę samochodową na której rozsiadłyśmy się wygodnie, ale radość nasza nie trwała długo bo nam siedzisko zabrano celem przeniesienia na pięterko do baru. Gacuś za alienował się w samochodzie a ja udałam się na wyższy poziom w celu odzyskania kanapy. W barze przygotowania szły całą parą, wypito już sporo piwa marki Perła i nikt za bardzo nie kwapił się do innej pracy fizycznej oprócz niejakiego Super Mario, który obijał stoły workami na śmieci w ramach sztuki dekoratorskiej. Przybywali kolejni zbłąkani wędrowcy i ku mojemu zaskoczeniu widząc mnie na mojej kanapie witali się bardzo serdecznie z nie udawaną radością. Wieczorem pojawiły się pierwsze problemy, słońce zachodziło, a generator nie chciał zadziałać poprawnie. Na szczęście dojechał główny chemik z ulepszaczem do paliwa, światła zapłonęły i zabawa trwała, Perła lała się obficie, a ja już cieszyłam się myślą, że jutro będę jedną z nielicznych osób bez kaca… W nocy podobno przyjechała Policja, żeby sprawdzić co to za światła i odgłosy. Pewnie miejscowi myśleli, że straszy w opustoszałej fabryce. Władza sprawdziła zezwolenia, pozwolenia i zgody i wymiękli jak usłyszeli, że organizatorem imprezy jest Zakon Świętego Płomienia
Dzień II : Larp miał się rozpocząć około 9.oo , ale kac wszystkich pokonał. Około jedenastej odbyło się oficjalne przywitanie, rozdanie ról i zadań. Podczas akredytacji dostałam przydział do Bojarów czyli szlachty Nowej Werony ale już na Larpie okazało się, że wolę pracować na konto Żwirowników czyli hołoty przybyłej z pustkowia. Nowej Weronie zagrażał atak IV Rzeszy, a przybyły tam Zakon Świętego Płomienia postanowił wesprzeć w ostatecznej walce tych, którzy bardziej się wykażą w trakcie przygotowania miasta oraz bardziej przypodobają Zakonowi. Każdy dostał indywidualne Questy za wykonanie każdego można było zdobyć jeden poziom i jeden punkt lansu dla frakcji. Postanowiłam działać indywidualnie i ciułać punkty dla frakcji a równocześnie podnosić poziomy swojej postaci. Strategia okazała się słuszna. Większość Żwirowników biegała po lesie i ryzykowała narażeniem na napromieniowanie by poskładać Terminal, pociła się przy budowie warsztatu, szpitala itd. Bojarzy byli faworyzowani przez Zakon, urządzili sobie wakacje, rozsiedli się w barze popijając piwko przez słomkę i „paląc śmieszne papierosy” dopiero drugiego dnia zbudowali Kaplice i strasznie się tym lansowali.
Dzień III: Dostałam propozycje od KS byśmy byli małżeństwem konwentowym, zgodziłam się ale pod warunkiem, że będziemy już po rozwodzie. Z bólem serca zgodził się no to, ale stwierdził, że nie może tego przeżyć, po czy darł się na cały głos, R ja Cie kocham, wróć do mnie( był po paru piwach i kilku blantach więc mu się nie dziwię).Stosując moją strategie powoli ciułałam punkty i ostatecznie dzięki udanej transakcji handlowej z przywódcą Zakonu na dziesięć minut przed ogłoszeniem wyników rywalizacji zdobyłam dwudziesty poziom, tytuł Power Gamera oraz 50 pkt lansu dla frakcji co ostatecznie dało Żwirownikom zwycięstwo. Dzięki temu gdy uderzyła IV Rzesza Bojarzy bronili się na przedpolu a my razem z Zakonnikami w budynkach. Wynik walki pozostał nierozstrzygnięty, większość mieszkańców Nowej Werony poniosła śmierć. Ja zginęłam w końcowej fazie walk osłaniając przywódcę Zakonu, który w sumie poddał się i przyszedł do baru zaspokoić pragnienie i zmyć z gardła smak pyłu radioaktywnego.
Tyle o fabule, oprócz tego były jeszcze walki na krawędzi, byłam wśród publiki, nie uśmiechało mi się spadanie w przepaść . Inne atrakcje to koncert, który niestety przespałam na tylnym siedzeniu samochodu, obudziłam się jak przestali grać, jakoś dziwnie hałas mnie usypia .Odbyły się jeszcze walki gladiatorów i turniej pokera i coś tam , coś tam , ale nie za bardzo załapałam co. Tyle pobieżnej relacji.

Dzień IV: Pożegnanie, pakowanie, zbieranie śmieci, szperanie za artefaktami na pobojowisku…i jak tu po tym wszystkim teraz się nie nudzić w normalnym świecie gdzie wszyscy są czyści, umyci i nie śmierdzą:)

1 komentarz :, , więcej...

Urlop!!!

przez , 24.sie.2011, w To tylko życie

Urlop!!!! Mam wolne do 15.09.2011 roku. Dość czasu żeby zrobić jakiś przewrót lub rewolucję. Jutro wyjeżdżam z Gackiem na „Zakonki” Jamajka pojechał już wczoraj rano do kumpla szykować sprzęt i akcesoria. Podobno zbudowali wielką faję wodną pompowaną silnikiem elektrycznym:))))Nie dorosłam i nie mam zamiaru dorastać,oczywiście poza momentami gdy trzeba być odpowiedzialnym i dotrzymać terminów spłat, rat, rachunków itp. Zrobiłam lansiarski strój zużywając do tego skóry, ćwieki i nity. Właściwie to wszystko gotowe tylko wrzucić to do bagażnika samochodu i ruszać do niejakich Miłocic Małych…Pa

4 komentarze :, , więcej...

samo życie

przez , 06.sie.2011, w To tylko życie

Czas mija, M nie pije a ja powoli odzyskuję spokój i Pogodę Ducha.Teraz mam dużo pracy, sezon urlopowy, dyżury napchane na grafiku, do tego nadgodziny itd.Zrezygnowałam z siłowni na jakiś czas bo nie wyrabiam, ćwiczę w domu, rowerek, hantelki, sprężyny obciążniki i heja.Mój urlop dopiero końcem sierpnia ale już nie mogę się doczekać na wyjazd do Wrocławia na kolejny Konwent post-apo czyli „Zakonki”. Muszę przygotować kostium na Larpa, projekt już mam, materiały też, trzeba tylko wszystko połączyć w zgrabna całość, wsiąść do Passata i ruszać na spotkanie przygody i bandy wariatów bawiących się w wojnę:)Czy ja kiedyś dorosnę? Daj Boże żeby nie:)))

2 komentarze :, , więcej...

No i znowu w realu

przez , 27.cze.2011, w To tylko życie

No i wróciłam, przejechałam prawie 900 km, przez trzy noce kimałam na tylnym siedzeniu samochodu, rozwaliłam przy cofaniu zderzak Forda ale i tak był pęknięty.E nawet nie podniósł dupy z ziemi przy ognisku żeby obejrzeć straty, a reszta ludzi wzięła się za naprawę.Jak wróciliśmy z T ze sklepu to było już wszystko obklejone taśmą, wzmocnione puszką po coli i uszczelnione papierem toaletowym:)Zresztą hasło przewodnie brzmiało Jebać Zakon a E do Zakonu należy to Jebłam w „zakonny rydwan”. Dostałam na początku Konwentu awans i małą naszywkę Taksiarzy na kamizelkę.Przez cały konwent byłam odpowiedzialna za Bar razem z T i P i nieźle nam poszło, piwo szło na pniu, w zasadzie zarabiałyśmy na wszystkim, w czasie larpa sprzedałyśmy nawet resztkę rivanolu w pojemniku po na-spie, zgniecione jajko na twardo i dwa pomidory.Dużo się działo a Ja sobie nieźle radziłam jak na starszą panią w grupie gdzie średnia wieku jest jakieś 23 lata.Wszyscy Gackowi zazdrościli zajebistej mamy, mam osobiste zaproszenie od Przywódcy Zakonu na Zakonki w sierpniu i chyba pojadę.Zresztą powiedział, że jak przyjadę na Zakonki to nie będę dokładać się do zderzaka. M dzwonił do mnie parę razy ale zawsze był albo na kacu albo wypity. Zresztą w czwartek nawet nie dojechałam do Wrocławia a On już pił. Ma być u mnie wieczorem. Poczekam do wieczora i muszę z nim poważnie porozmawiać, pod warunkiem, że będzie trzeźwy i w ogóle się pojawi. Myślę, że po powrocie z Atomiconu jestem już innym człowiekiem, bardzo się tam dowartościowałam. Postaram się zachować ten stan jak najdłużej:)

1 komentarz :, , więcej...

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« mar    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 1047
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 177

Archiwum